Szukaj

Pani Maria | lśniąca rozmowa

Agnieszka, 31 październik 2019
Pani Maria | lśniąca rozmowa

Kiedy marzyłam o swojej marce, chciałam wzbogacić ją o bloga, na którym pojawiłyby się rozmowy o biżuterii z uwzględnieniem zaglądania do szkatułek – przepełnionych nie tylko złotem, ale również historiami o nich. Ciekawi mnie kontekst pamiątek rodzinnych jako nośnika wspomnień, to, jakie znaczenie przypisujemy precjozom, oraz jakie okazje są godne założenia Warmetowskiego pierścionka. 

Blogowanie zaczyna się właśnie teraz, a moją pierwszą bohaterką jest Pani Maria – serdeczna sąsiadka i klientka. Kiedy kupowała pierścionek i kolczyki Gusta, sporo rozmawiałyśmy o jej kolekcji biżuterii – zaproponowała też, że mi ją pokaże. Moja radość była ogromna! Kiedy weszłam do salonu Pani Marii, na stole czekały ustawione pudełka po butach, szkatułki i kuferki przepełnione różnorodną biżuterią – złotą, srebrną, z koralami, z bursztynami, z cyrkoniami i z ametystami. Autorską, apartowską z lumpeksu czy z nadbałtyckiego bazarku. Wszelaką i rozmaitą, a nawet „badziewną”, jak mówi sama bohaterka.  

  

Jestem pod wrażeniem liczby pudełek, jeszcze co prawda nie wiem, co się w nich kryje, ale znając Panią, to będzie różnorodny zbiór rzeczy ładnych.

Swobodnie sobie do nich zaglądaj. Żałuje, że nie mam męża złotnika – wymyślałabym wzory, a on by je produkował.

Może i dobrze, że tak nie jest, bo obawiam się, że wynosiłaby Pani wszystko z zakładu (śmiech). Choć jeszcze nic straconego – może Pani sama zacząć robić wymarzoną biżuterię. 

Moja koleżanka Ewunia, z którą pracowałam, robi biżuterię z półfabrykatów i mam kilka jej wzorów. Ostatnio zrobiła dla mnie komplet biżuterii z turkusem. Wcześniej nie miałam nic z tym kamieniem, ale nagle bardzo zapragnęłam go mieć.  

 
 

Jeśli wierzy Pani w przypisywaną kamieniom moc, to zdradzę, że turkus jest talizmanem energii nazywanym kamieniem zwycięstwa – dodaje optymizmu, wzmacnia nas i co ciekawe, w litoterapii używany jest do łagodzenia stanów depresyjnych. Czy w Pani lśniących czeluściach znajdę talizmany, które są szczególnie ważne?

Takim talizmanem jest złoty pierścionek z pięcioma cyrkoniami, który miał symbolizować naszą rodzinę. Miało być nas pięcioro, ale jest czworo. Ponadto, zawsze mam na sobie moje świętości, czyli medaliki.   

 

Lubię u Pani tę stylistyczną swobodę, w której wizerunek Matki Boskiej na łańcuszku lekko wisi tuż obok naszyjnika z koralików, a na dłoniach ma Pani pokaźne pierścienie. Odważnie, ale jak ciekawie i bajecznie!

Teraz lubię zakładać pokaźną biżuterię wszelkiego rodzaju – srebrne kulki, duże pierścionki i kilka bransoletek, ponieważ bardzo lubię dźwięk biżuterii. 

Kiedy Pani zaprzyjaźniła się z biżuterią? Bo moja przyjaźń z nią trwa od zawsze.  

Oczywiście, kiedy byłam młoda, nie było mnie na nią stać, tym bardziej że mam troje rodzeństwa, więc w domu nie było przepychu. Uszy postanowiłam przebić dopiero wtedy, gdy byłabym w stanie kupić przynajmniej trzy złote komplety – przecież bez sensu chodzić w jednych! Jak byłam mała, robiłam przystanki przy sklepach jubilerskich, aby pooglądać witrynę, mierzyłam babcine korale i z ciekawością zaglądałam do szkatułki mamy.  

 

 

Doskonale rozumiem. My z siostrą szperałałyśmy w babcinych zbiorach i kłóciłyśmy się o spadkowe pierścionki, jeszcze za życia babci – byłyśmy okropne, ale błyskotki odbierają rozum. Teraz sięgam po Pani złote dobrocie – widzę tam obrączki, medaliki, przepięknie wymuglowane kolczyki na biglu, sygnety z onyksem i pierścień na koszyczku z kamieniem. Czy natrafiłam na pamiątki rodzinne?

Pierścionek z rubinowym kamieniem to pamiątka po mamie, którą zakładam na wyjątkowe okazje: imieniny, rocznice czy święta. Reszta to biżuteria, która była robiona na moje zamówienie, ale dla mnie to wyjątkowe zbiory, z tym że wykorzystywane na co dzień.   

 

I słusznie – biżuteria najlepiej się miewa w użyciu. Czy ma Pani zaprzyjaźnionego złotnika, który realizuje spersonalizowane zamówienia?

Bardzo często korzystałam z usług śremskiej złotniczki Lucyny Guzik, od której mam sporo kompletów – kiedy coś wymyśliłam, ona realizowała moje biżuteryjne życzenie. Wykonała dla mnie m.in. złoty pierścień zrobiony na bizo z czarnym onyksem. Mam również srebrno-czarny komplet kulek jej autorstwa. Ostatnią rzecz, jaką mi robiła, jest kastet z cyrkoniami. Zauważyłam go na jej dłoni i tak mi się spodobał, że zapragnęłam identyczny. Są takie trzy egzemplarze, jeden zrobiła dla siebie, drugi dla siostry i ostatni dla mnie. Uwielbiam go, ponieważ niesamowicie się błyszczy, natomiast moja rodzina śmieje się, kiedy go zakładam – tylko mój zięć go docenia. Lucynka wykonała dla mnie również wyjątkowy pierścionek: lilie z koralem oprawionym w srebrze, który miałam na sobie dwa razy, w wyjątkowych okolicznościach. Lucyna Guzik nie ma już zakładu, więc nie wymyślam biżuterii, ale prawda jest taka, że mam jej dużo – w sumie na każdą okazję mogę wybrać coś innego. Mój mąż mówi, że życia mi nie starczy, by to wszystko założyć.   

 

 

  

Zatem musi Pani bardzo długo żyć! Jak rodziły się Pani projektowe pomysły?

Bywało, że miałam sztuczną biżuterię, na przykład z Avonu czy z bazarku, i aby zachować ten wzór, zlecałam jego odwzorowanie w metalu szlachetnym. Miałam pewną grubą srebrną bransoletkę, która przestała być modna. Poszłam z nią do Lucyny, a ona zaproponowała, że wytnie w niej środek i wstawi czarny kamień, tak aby pasowała do moich kompletów, które wcześniej robiła – jest idealna. 

 

 

Fantastycznie, że korzystała Pani z usług lokalnej złotniczki. Skąd pochodzi reszta biżuteryjnego dobra?

To bywa różnie, kiedyś często zaglądałam do śremskiego jubilera Antoniewicza, a teraz również kupuje lokalnie, ale w pracowni złotniczej Beaty Kubickiej bądź w salonie u Andrzeja Golca. Parę rzeczy mam z Apartu, a do galerii autorskich zaglądałam, ale nic nie kupowałam. Sporo moich zbiorów znalazłam w szmateksie – można tam trafić na naprawdę unikatowe rzeczy.

Zgadza się – kiedyś na poznańskich Jeżycach dorwałam pozłacaną broszkę w kształcie koniczynki ozdobioną amazonitem. A czy w czasie podróży lubi Pani zaglądać do lokalnych sklepów jubilerskich?

Oczywiście, to obowiązkowy punkt programu. Nic innego nie potrzebuję, tylko biżuteryjną pamiątkę. W styczniu byłam nad morzem z przyjaciółką, gdzie kupiłam nowy pierścień. Lubię też dostawać biżuterię w ramach pamiątek z podróży – mam wyjątkowy krzyż benedyktyński z Jerozolimy, który przywiozła mi siostra. Zawiesiłam go na łańcuszku z białego i żółtego złota, dzięki czemu wyjątkowo się błyszczy.  

 

Muszę zacząć rozszerzać swoją kolekcję o biżuterię z wojaży – to dobry plan! Z Pani pudełka wyłania się diamentowy pierścionek – niech zgadnę, to prezent z wyjątkowej okazji?

Zgadza się, dostałam go na pięćdziesiąte urodziny.

Piękny, ale właśnie zauważyłam swojego faworyta – zdecydowanie skromniejszy niż poprzedni, ale absolutnie fantastyczny. Złoty, lekko zwinięty w kordelek na obrączce, a jego oczko stanowi romb.

To pierścionek, który kupiłam za drugą albo trzecią wypłatę w 1979 r. Za pierwszą nabyłam jakieś drobne rzeczy siostrom i bratu, babcia dostała święty obrazek z Matką Boską, a rodzicom wręczyłam kryształowe kieliszki, z których trzy ocalały i teraz do mnie wróciły. Krótko po tym kupiłam następny pierścionek, ale kiedy zmarł mój szwagier, na pocieszenie podarowałam go siostrze, która teraz przekazała go córce.  

Właśnie za to uwielbiam biżuterię, że można ją podarować i staje się symbolem, wspomnieniem, a co najlepsze – pamiątką rodzinną. Ciekawa jestem, czy znajdziemy pierścionek zaręczynowy... 

Od Krzysztofa na zaręczyny dostałam srebrny pierścionek z trzema różami. Potem zleciłam Lucynie wykonanie bransoletki w formie różańca z różanym motywem, aby pasował do pierścionka zaręczynowego.  

Piękny – mam wrażenie, że teraz każdy zaręczynowy pierścionek jest taki sam, a przecież to symbol miłości, który powinien być niepowtarzalny. Natknęłam się na bardzo cienką złotą obrączkę – proszę mi o niej opowiedzieć.

To obrączka mojej mamy – taką miała do ślubu. Kiedyś była bieda, więc obrączki były cienkie. Kiedy ojciec zaczął pracować w Czechosłowacji, zdobył czeskie złoto i wówczas oboje z mamą zrobili sobie nowe, grubsze obrączki. Tę, którą ja mam, mama nosiła całe życie i nigdy jej nie zdejmowała, więc jest zniszczona i straciła wiele złota.   

 

Faktycznie jest wyeksploatowana, ale bardzo cenna. Czy Pani córki też są miłośniczkami małych form złotniczych?

Nie, bardziej wnusie. Zuza od razu zauważa, gdy mam na sobie coś nowego. Kiedy moje córki były małe, zakopywały srebro w piaskownicy – taką miały zabawę. Nie nosiły, tylko wynosiły je z domu, a ja nie zwracałam na to uwagi. Moim córkom powiedziałam, że kuferki z biżuterią są otwarte i mogę nosić, co chcą – czasem coś tam zabiorą, ale rzadko. Czasami zlecałam Lucynie zrobienie dla nich biżuterii, na przykład we trzy mamy takie same pierścionki w kształcie serca – jedna część jest srebrna, a druga złota.  

 

 

 

  

Niezłe aparatki z Pani córek. Pamiętam, że starsza, Magda nosiła złote kolczyki zapinane na sztyfty w kształcie trzech kresek o różnych długościach. Szalenie mi się podobały.

To był mój projekt i córka nosi je do dziś.

Brawa za kreatywność! Na koniec muszę zapytać o lupę, którą znalazłam w jednym z pudełek. Używa jej Pani do oglądania biżuterii?

Lubię popatrzeć dokładnie na wzór, kolor, kamień i wykończenie biżuterii, dlatego mam lupę – w taki sposób wnikliwie podziwiam jej urok. 

Dziękuję za rozmowę – ma Pani przepiękną kolekcję, tym bardziej się cieszę, że biżuteria Gusta dołączyła do Pani zbiorów. Przyjemności!       

*** 

Rozmawiała: Agnieszka Jankowiak  

Korekta: Mari Krystman  

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów